[Eberron]

Warhedd - Dziennik osobisty 9

2 Dravago 998 YK

Kolejny wpis dla pamięci gdyż nadal tkwimy w celi, choć z uwagi na ostatnie wydarzenia w antymagicznej izolatce.

Ostatniej nocy przed naszą celą pojawiła się dziwna istota. Pojawił się dziwny błysk magii, a na naszych ciałach smocze symbole. Po chwili jednak istota zniknęła a do nas dobiegły odgłosy walki. Okazało się że to gang shifterów Kudłaja przybył aby krwawo odbić nas z więzienia. Niezbyt mi się to podobało ale skorzystaliśmy z nadarzającej się okazji. Dziwne było tylko zachowanie tych shifterów. Wyglądali jakby napełnieni nieludzką mocą. Uciekliśmy więc do ich siedziby.

Okazało się jednak że nikt nas nie ściga. Kudłaj zajął się zabawą, Ramunas czytaniem jakiś tajemnych ksiąg, a ja obsługą świątynii Powstającego, który obdarzył mnie cząstką swojej mocy. Tylko że przecież nie mogłem jeszcze mieć tej świątynii!! Dość szybko zorientowaliśmy się że coś jest nie tak. Postanowiliśmy wrócić tam gdzie to się zaczęło, czyli do miejskiego aresztu.

Magiczne ślady doprowadziły nas do okrytej dziwną mgłą pieczary w której przemówił do nas… smok!! Ten sam który miesiąc temu pojawił się kiedy walczyliśmy z mumią Nurchachiego. Okazało się że jesteśmy więźniami pułapki własnych umysłów i istota, która nas więzi, powoli wysysa z nas siły witalne. Smok stwierdził że ponieważ jesteśmy częścią jakiegoś proroctwa nie może do tego dopuścić i dlatego ujawnił się nam i obdarzył częścią swojej mocy. Od tej pory mogłem tworzyć wokół siebie niewielkie trzęsienie ziemi, stawać się niewidzialny, a także na krótki czas przyśpieszyć swoje ruchy. Ramunas potrafi widzieć istoty niewidzialne, a Kudłaj przyjmować formę eteryczną.

Smocza istota wskazała nam drogę do labiryntu naszych umysłów, który musieliśmy przebyć aby dostać się do więżącego nas przeciwnika.

Najpierw znaleźliśmy się z powrotem w wieży profesora Zabłotnika, w której musieliśmy zmierzyć się z dwójką braci minotaurów. Następnie trafiliśmy do tej starej świątyni przerobionej na magazyn w której pilnowaliśmy zabytków z Xendriku. Tam stoczyliśmy walkę z drowami oraz tym mechanicznym skorpionem. Jeśli przyjdzie nam walczyć z nim w rzeczywistości trzeba będzie zaopatrzyć się w eliksir chroniący przed jego kwasowym atakiem z ogona.

Umysłowy labirynt zaniósł nas następnie do jakiejś wielkiej pieczary pełnej wielkich i starych posągów gigantów (Xendrik??), które ktoś połączył wiszącymi mostami i różnymi przejściami. Tam napotkaliśmy grupę dolgrimów służących tajemniczemu Panu, ścigajacych grupę drowów które ukradły mu jakiś skarb. Nie chcąc walki dogadaliśmy się z nimi i oddali nam jeden z ukradzionych smoczych kryształów Siberysu. Okazało się też iż wzmacnia on nasze nowo nabyte zdolności.

Mgły przeniosły nas następnie do mojej przeszłości. Do karrnackiego miasta Atur, w którym poznałem horrory wojny. Ale tym razem dzięki moim nowym zdolnościom udało mi się uratować życie tych cywili zanim tytany nie ruszyły do ataku. I choć teraz wiem że działo się to tylko w moim umyśle, i że tak naprawdę to nic się nie zmieniło, znajduję w tym nieco… odkupienia.

Kolejny szlak przez mgły zaprowadził nas do jakiegoś miejskiego zamtuza. Jakiś gnom wziął nas za właścicieli tego…hm, przybytku. Zostaliśmy ostrzeżeni przez parę stałych klientów o zbliżającym się ataku popleczników Srebrnego Płomienia, zatem gnom poprowadził nas do ukrytej w kanałach łodzi (po krótkiej wizycie w tutejszym skarbcu). W kanałach musieliśmy jednak stoczyć walkę z oddziałem fanatyków, ale udało nam się wyjść z tego obronną ręką. Ciekawe czyje było to wspomnienie? Ani Ramunas, ani Kudłaj nie przyznali się do tego. Czy było to wspomnienie więżącej nas istoty?

Znowu mgły. Tym razem znaleźliśmy się w lokalu Domu Sivis, w którym wysyłano przesyłki i wiadomości. Ramunas wysłał zrabowane z zamtuza skrzynie z kosztownościami pod swój adres, ale wątpię żeby to odniosło skutek w rzeczywistości. I to raczej na pewno było wspomnienie więżącej nas istoty, gdyż w lustrze zobaczyliśmy niebieskoskórego ogra. Zaraz potem pojawił się Voykampf, który wynajął tę istotę do pozbycia się naszej trójki. W ramach zapłaty ofiarował mu dziwne stworzenie wyglądające jak mózg na pająkowatych nogach. Z rozmowy wynikało także że istota jest changelingiem lub jakimś doppelgangerem, gdyż Voykampf wydawał się być zdziwiony wyglądem jaki aktualnie przyjęła. Przynajmniej wiemy kto jest źródłem zlecenia. Szkoda tylko że niewiele nam to pomaga.

Mgły przeniosły nas tym razem gdzieś do nekropolii w Karrnath, gdzie studiował Ramunas. Wyjaśnił że podczas jakiegoś nieudanego rytuału niemal opętała go jakaś istota z innego planu, tylko dzięki interwencji jego mentora udało mu się zachować życie. Spróbował teraz ponownie i dzięki mojemu ochronnemu eliksirowi udało mu się skutecznie dokończyć ten rytuał. Porwał nas jakiś dziwny wiatr. Uciekaliśmy przez jakiś skomplikowany labirynt przed goniącym nas widmem. Kiedy już nam się udało powróciliśmy na ten sam cmentarz, gdzie Ramunas ponownie spotkał swojego mentora. Nie zdążyłem już usłyszeć ich rozmowy zanim porwały nas mgły.

Kolejna komnata okazała się ostatnią. W ruinach jakiejś starej świątyni zmierzyliśmy się z tą tajemniczą istotą i jej mózgopajęczym stworkiem. Do pomocy miał także jakiegoś dziwnego żukopodobnego potwora i dolgrimy z kuszami, które powaliły Ramunasa. Dzięki moim nowym możliwościom, a także zębom hieny Kudłaja udało nam się ją jednak pokonać. Nie udało się nam jednak dowiedzieć kim była bo w chwili gdy zginęła w naszych myślach, ocknęliśmy się w celi, a istota uciekła.

Okazało się także że na skórze Ramunasa i Kudłaja oraz na moim pancerzu pojawiły się smocze symbole. To z kolei spowodowało panikę wśród strażników i zmianę naszej celi na chronioną przed wpływem magii. Więc nie wiem zatem czy nasze nowe zdolności działają także w rzeczywistości. Sprawdzę to przy najbliższej okazji.

Tymczasem nasza sytuacja nie zmieniła się ani na jotę. Możemy spędzić w areszcie jeszcze kilka miesięcy zanim dojdzie do procesu. Jak widać strażników da się przekupić skoro znalazł nas tu ten wpływajacy na umysły stwór. Może dobrze że siedzimy w izolatce bo jak do reszty aresztantów dotrze informacja o nagrodzie za nasze głowy możemy nie opędzić się od chętnych na jej zainkasowanie. Mamy ofertę zwrotu tego elfickiego miecza przekazaną naszej pani adwokat, ale temu sprzeciwia się Ramunas twierdząc że to w ogóle jest miecz drowów a nie tych z Aerenalu. Przypuszczam jednak że w tej kwestii chodzi jednak o zwykłą ludzką chciwość. Zapomina jednak że nasz sprzęt został zarekwirowany, i że jak przypadkiem zginie z tutejszego magazynu to nikt się tym nie przejmie. Oboje z Kudłajem są jednak uparci jak kozły.

Jak zwykle wszystko na mojej głowie.

View
Oko kruka
Wspomnienie Ramunasa

Oficerowie nie mogli się nadziwić ile widzą moje oczy, jak mało może się przede mną ukryć, nie ważne w świetle dnia czy o zmroku. Dzięki temu zostałem polecony człowiekowi wywiadu. W dziczy i w tłumie, kradnąc, krzywdząc i kłamiąc obserwowałem i uczyłem się. Wszystko dla Cyre – największego, najpotężniejszego i najpiękniejszego narodu Eberronu, klejnotu w prastarej koronie Galifaru.

Wiele pokazały mi w tym czasie moje oczy. Czarne, świdrujące i skaczące z jednego punktu na drugi. Obce. Nieludzkie. Przenikliwe.

Starsze wspomnienie.
Księżyc, wąski jak kindżał, kamienny posąg starca w diademie i płaszczu, zamarznięta trawa wspinająca się na nagrobki. Trzynasta noc czuwania i postu. Trzynasta noc w oczekiwaniu na koniunkcję sfer. Zawalone egzaminy i spotkania z dziewczętami z miasta. Tygodnie badań i wyliczeń… Gdzie moje odpowiedzi!?

Kaszel, pieczenie na twarzy odrywanej od białej od szronu płyty nagrobnej. W ciemnym kształcie po policzku i czole słowo “kruki”. Wciąż ciemno, zimowy świt wciąż daleko.
Zawroty głowy i mrowienie w dłoniach, perłowe powidoki przed oczami. Czy to już?
Sztywne dłonie, palce, pióra. Reumatyczny ból zginający w tył plecy, aż do chrzęstu lekkich kości.
Inny świat dokoła. Nie, to inne oczy: w przód – cyprysy przy kaplicy, w ich gałęziach wróble – w górę – kłębiaste obłoki oświetlone od tyłu gwiazdami – w lewo – mysz przyczajona pod wejściem do… – Z TYŁU RUCH! Skok, szarpnięcie skrzydeł, ucieczka!
Krzyczę w locie swoje pytania, ale nie znam już słów…

Złapał mnie. Złapał, cofnął transformację i upewnił się, żebym wyleciał z uczelni i wrócił do domu. Nienawidziłem go i czułem wdzięczność jednocześnie.
Nie powiedział mi co do mnie przyszło tej mroźnej nocy, może sam do końca nie wiedział? Może dlatego nie potrafił zwrócić mi moich szarych oczu, a zostawił czarne oczy kruka?

View
Warhedd - Dziennik osobisty 8

28 Eyre 998 YK

Ten wpis jest bardziej w mojej pamięci, gdyż aktualnie nie mam dostępu do pamiętnika, który został w mieszkaniu Ramunasa. Nie mogę go uzupełnić, gdyż aktualnie tkwię w celi, w wyniku nierozsądnego zachowania Kudłaja.

Zaczęło się od wiadomości przyniesionej przez Ramunasa, o tym że ktoś wyznaczył nagrodę za nasze głowy. Ruszyliśmy zatem do siedziby klanu Kudłaja, ale tam okazało się że jego przywódca Garth, też się dowiedział o nagrodzie i próbował go zabić. Kudłaj pokonał go i został nowym przywódcą Kamiennych Kłów. Tym samym resztę tego dnia, miast dowiedzieć się o co chodzi, spędziłem obserwując rytuały godowe shifterów, co ani na jotę nie przybliżyło nas do celu.

Kiedy rankiem Kudłaj był w stanie już ustać prosto, Ramunas wpadł na pomysł aby przesłuchać Gartha. Fakt że był martwy nieco utrudniało zadanie, ale Ramunas stwierdził że jeden z kapłanów Mrocznej Szóstki będzie w stanie nam pomóc. Faktycznie, przywołany duch Gartha nakierował nas na podziemną dzielnicę Khyber’s Gate, pełną stworów pochodzących z Droaam i Powstający wie skąd jeszcze. Oczywiście duch Gartha próbował znów zabić Kudłaja, ale poradziliśmy sobie z nim.

Postanowiliśmy sprawdzić jeszcze trop elfa Malgathy. Elficki profesor dowiedział się iż Malgatha jest pracownikiem ambasady Aerenalu mieszczącej się w Shae Lias. Wróciliśmy więc do elfickiej dzielnicy i tam ten idiota Kudłaj wdał się w bójkę z dwoma gargoylami strzegącymi wrót do ambasady. Niestety udało mu się zabić obie, przez co aresztowali nas strażnicy ambasady i przekazali Straży Miejskiej.

Kiedy zamknięto nas w celi przez krótką chwilę miałem ochotę rozsmarować tego głupca na ścianie. W tym stanie w jakim był po pokonaniu gargoili, bez problemu pozbawiłbym go życia. Ale nie pomogłoby to w żaden sposób w naszej sytuacji, ponadto nie będę zniżał się do jego poziomu. Mam nadzieję że jak tylko uda nam się wyjaśnić to nieporozumienie, Kudłaj pójdzie swoją własną drogą.

Na razie posłałem po pannę Margery. Może zechce zająć się naszą sprawą. Krążą słuchy że pobratymcy Kudłaja chcą go wyrwać z więzienia. Może mi się poszczęści i strażnicy ubiją go podczas tej próby. Ja tym czasem wsłucham się w głos Powstającego…

View
Warhedd - Dziennik osobisty 7

23 Eyre 998 YK

W przerwach między pilnowaniem magazynu postanowiliśmy odnaleźć tego elfa Malgathę. Nie odnieśliśmy jednak na tym polu żadnych sukcesów. Odwiedziliśmy więc dzielnicę elfów Shae Lias w Upper Northedge ale nic to nie dało. Dzięki rektorowi udało nam się namierzyć jakiegoś elfickiego profesora, który obiecał nam poszukać Malgathy i przekazać mu że chcemy pogadać. Ten trop na razie jest zimny.

Pilnowanie magazynu zakończyło się bez kolejnych problemów. Młody niziołek niezbyt się do czegoś przydał, poza udzieleniem informacji na temat niezbyt inteligentnych i zapewne nielegalnych rozrywek tutejszego półświatka z wykorzystaniem bazyliszków. Rektor na razie nie ma dla nas kolejnych zadań, choć wspomniał coś o kolejnej wyprawie do Xendriku. Przy okazji sprawdziłem ile będzie kosztować zakup tej starej świątyni. Na razie nieco mi brakuje do 4500 Galifarów, ale mam kilka pomysłów jak je zdobyć.

W międzyczasie okazało się że ktoś próbował włamać się do domu Ramunasa. Zmajstrowaliśmy z nim więc taki nowy zamek do drzwi że każdy kolejny złodziej zapewne połamie na nim zęby – chyba tak to mówią ludzie. Ciekawe tylko kto i czego tam szukał.

Następnie do Ramunasa przyszło dwóch oficjeli Srebrnego Płomienia aby wynająć nas do zbadania sprawy morderstwa ich dwóch wyznawców. Udaliśmy się więc do ich głównej świątyni aby zbadać sprawę.

Tych dwoje zabitych nazywało się Dubroc il`Safar oraz Saein. Dubroc zajmował się rekrutacją nowych członków kolejnej krucjaty Płomienia do Xendriku. Saein raczej też nie zajmowała się rzeczami duchowymi bo w jej pokoju znaleźliśmy ukryty sztylet z rowkami na truciznę i fiolkę z tajemniczym płynem. Okazało się też że Voykampf był ich dowódcą. Przepytaliśmy go ale nie powiedział nam nic ważnego. I chyba nas poznał.

Od Hierofantki i tego przekutego Strike’a dowiedzieliśmy się że Voykampf został odnaleziony przez oddziały krucjaty na Xendriku i od tego czasu bardzo zasłużył się dla Płomienia. Dostaliśmy też pisemne upoważnienie do przeprowadzenia śledztwa.

Dzięki kontakom Ramunasa dostaliśmy się do miejskiej kostnicy, gdzie zbadaliśmy zwłoki Dubroca i Saein. Saein zginęła od skrytobójczego ciosu w plecy zatrutym sztyletem. Natomiast Dubroc miał wyraźnie ślady walki na ciele ponadto zginął jakby wypalony od środka. Nie spotkałem się jeszcze z tego rodzajem broni lub magii, która zabija w ten sposób.

Wszystko to wygląda bardzo dziwnie. Oboje zabitych nie bardzo mi pasuje do standardowego wyznawcy Srebrnego Płomienia, bardziej do tych chciwych niby-wyznawców których teraz pełno na ulicach Sharn, którzy chcą uszczknąć coś z przywiezionego bogactwa z Xendriku. Ramunas sugeruje że mogły ich zabić te drowy które wyszły z mumii giganta. Tylko czemu? Z zemsty? Przybyły tu odzyskać coś co zabrały oddziały krucjaty? Jaką rolę pełni w tym Voykampf? Jest w zmowie z drowami? Czy może ukrywa coś przed Płomieniem? Jak zwykle więcej pytań niż odpowiedzi.

View
Warhedd - Dziennik osobisty 6

20 Eyre 998 YK
Ludzie mają takie powiedzenie – Zawsze po grudzie. Trafnie oddaje naszą aktualną sytuację. Zaczęło się spokojnie. Udaliśmy się do rektora Uniwersytetu Morgrave aby zacząć pierwszą z naszych prac. Ten zabrał nas do dzielnicy portowej gdzie miała odbyć się uroczystość powitania ekspedycji z Xendriku prowadzonej przez Kościół Srebrnego Płomienia. Jeden z okrętów należał do Uniwersytetu i jego ładunkiem mieliśmy się zająć. Ale tu sprawy zaczęły się komplikować.

Przede wszystkim, tak jak było w tej wizji, na jednym z okrętów Płomienia znajdował się Voykampf – Ramunas go później śledził i dowiedział się że mieszka w świątyni Płomienia i podobno podlega jakiemuś Przekutemu. Po drugie w dokach doszło do zamieszek między oddziałami Przekutych dokerów i bandami shifterów i innych robotników portowych. Stanąłem na czele Przekutych i pokierowałem ich działaniami tak abyśmy skutecznie się obronili przed napastnikami. Tylko obronili. Mamy już i tak wystarczająco złą prasę. Nie chcę czytać w Sharn Inquisitive o moderczych Przekutych w porcie. Jeden Palownik wystarczy.

Kiedy sytuacja się uspokoiła – osobiście uważam że ci od Płomienia dość brutalnie potraktowali shifterów – tragarze zanieśli artefakty Uniwersytetu – dość pokaźną mumię giganta, i wielkiego mechanicznego skorpiona, wśród innych rzeczy do magazynu, który podobno kiedyś był świątynią Zastępu Suwerenów.

Ramunas poszedł szpiegować Voykampfa, Kudłaj gdzieś poszedł więc mnie przypadło pilnowanie artefaktów. Poustawiałem skrzynie w zaimprowizowane pozycje obronne zgodnie ze starą cyrańską sztuką obrony okrężnej, zbadałem skorpiona (okazało się że może pluć kwasem z ogona) i czekałem. Pierwsza noc minęła spokojnie, prócz pijanego Kudłaja i szwendającego się po terenie Ramunasa. Nad ranem zmienił nas oddział krasnoludów od Kundaraków.

Okazało się że magazynem interesuje się ktoś jeszcze. Sama głowa rodu przestępczej rodziny Domu Boromar – niziołków mieszkających w Sharn. Sugerował na początku że chce położyć łapę na pilnowanych przez nas artefaktach, więc Ramunas nawet ustalił z rektorem że Uniwersytet sprzeda je Boromarom. Ale okazało się ostatecznie że bratanek przywódcy rodu wplątał się w jakieś nieciekawe towarzystwo i zamierza nas odwiedzić kolejnej nocy. Chodziło tylko o to żeby ów bratanek tę noc przetrwał w stanie dość nienaruszonym.

Więc się przygotowaliśmy. Ramunas skombinował zwój z czarem usypiania. Kudłaj wytrzeźwiał – to było wszystko na co było go stać. Ja kupiłem więcej lamp abyśmy coś widzieli. I czekaliśmy. Bratanek Dona Boromara faktycznie przybył i to z obstawą, ponadto w towarzystwie jakiegoś elfickiego maga. Próbowali mnie powstrzymać torbą plączącą ale na szczęście udało mi się wyplątać. Czar Ramunasa zadziałał przynajmniej na tego krewniaka, elfa udało mi się zmusić do ucieczki. Niziołki okazały się być całkiem twarde jak na swój niski wzrost. Tylko kiedy udało mi się powalić jednego sytuacja się skomplikowała.

Z mumii giganta coś wylazło – zapewne drowy z Xendriku, które uruchomiły tego mechanicznego skorpiona. Taktyczny odwrót wydawał się być jedynym możliwym wyjściem.

I na tym teraz stoimy. Drowy i skorpion spowodowały nieco zniszczeń i zamieszania w Sharn zanim ostatecznie nie skryły się gdzieś w Cogs. Straż oferuje nagrodę za jego zniszczenie, a podobno Cannithowie chcą go w stanie dość nienaruszonym.

Z transakcji między rektorem a Donem Boromarem raczej nic nie wyjdzie bo wszystko rozbija się o pieniądze. Na szczęście Ramunas przekonał Dona aby ten jego bratanek Xonras pilnował z nami tego magazynu. Gdzie pilnuję go ja. Okazało się że do napadu namówił go ten elf Leojym Malgatha, który chciał spalić mumię giganta.

Chyba trzeba będzie odnaleźć tego elfa. Ramunas zdobył jego miecz, może te jego mistyczne zdolności się przydadzą. Coś musimy zrobić z tym skorpionem, ale nie będzie to łatwa przeprawa. Ma taki sam adamantytowy pancerz co ja więc pewnie jest dość odporny na ciosy. A nie mamy adamantytowej broni. I co z Voykampfem?

View
Warhedd - Dziennik osobisty 5

16 Eyre 998 YK

Mam mało czasu więc wpis będzie krótki. W Ashblack, jednej z dzielnic Cogs działa tajna sekta przekutych Powstającego, która zapewne posiada dostęp do Kuźni Życia. Wiem to od jednego z jej członków Crashera, którego spotkaliśmy na śmieciowisku za miejskim cmentarzem w Sharn. Udaliśmy się tam z Kudłajem i Ramunasem, który w międzyczasie ocknął się z letargu, aby odnaleźć głowę Palownika, z której chciałem odczytać symbole, takie same jakie widziałem w ruinach świątyni na Xendriku przed Dniem. Natknęliśmy się tam najpierw na pozostałości przekutych, którzy okazali się być związani z Panem Ostrzy, a następnie na trzech przekutych – maga Bishopa, Crashera i Yardsticka z osłoną z kilku dolgrimów. Okazało się że też szukają głowy Palownika. Obezwładniłem Crashera i Yardsticka z Ramunasem a Kudłaj zabił dolgrimy i zastrzelił z łuku uciekającego Bishopa, który wpadł do jeziora lawy poniżej. Niestety wraz z głową Palownika.

Yardstick pomógł przenieść ciało Crashera do jednej z kryjówek rodziny Kudłaja, gdzie naprawiłem go i przywróciłem do funkcjonowania. To on zdradził mi informacje o tej sekcie. Z uwagi na dostęp do Kuźni trzymają się na uboczu i w wielkiej tajemnicy. Nikt w “Czerwonym Młocie” o nich nie słyszał. Ani reszta z mojego zgromadzenia, która jeszcze nie wróciła z Zilargo z Wielkiego Zboru. Wyjaśniłem im, iż metody którymi się posługują: kradzieże, morderstwa, czy spoufalanie się ze stworami z Khyberu nie służą wcale naszej sprawie. Będę musiał niedługo zamienić parę słów z ich przywódcą Softshellem, którego spotkałem już przed rozprawą z Przekutym. Muszę mu wyjaśnić, że jeśli będą tak dalej postępować niczym nie będą się różnić od Pana Ostrzy.

Ale najpierw musimy załatwić sprawy dla Uniwersytetu.

View
Umrzeć, może zasnąć tylko?

Warhedd będzie musiał mi wszystko jeszcze raz opowiadać…

Był tu, kiedy się ocknąłem. Jeszcze nie odzyskałem całkiem przytomności, a już terkotał do mnie tym drewnianym głosem.
Pierwsze co zobaczyłem po jego gębie, to że jestem u siebie, a kilka moich sprzętów (w tym cyrański zegar!) jest w kawałkach.

Wtedy maszyna bojowa zaczęła terkotać jeszcze szybciej i postawiła na stole mechaniculusa przedstawiającego jego samego, wykonanego tak zręcznie, że gnomy mogłyby się powstydzić. Warhedd cały czas coś gadał. I ten wielki, i ten mały.

Najpierw mówili to samo, dwoma głosami, ale zaraz mały zaczął zmieniać co któreś słowo, aż wreszcie słyszałem już tylko jego.

Przypomniał mi o naszej przygodzie w krainie zmarłych i o śnie, który śniłem przez ostatnie dni.
Na końcu powiedział: “Oni chcą Tam odejść. Chcą żebyś ich tam zaprowadził. Jeżeli chcesz, to ci pomogę”.

View
Warhedd - Dziennik osobisty 4

12 Eyre 998 YK
Skończyłem naprawiać pancerz i przyjrzałem się temu naramiennemu ostrzu, w którego był wyposażony jeden ze śledzących mnie przekutych. Sądzę że dam radę go poużywać, ale będę musiał z nim trochę poćwiczyć. Na razie trochę niezgrabnie mi to wychodzi. Zrobiłem też parę notatek, może Ramunas jak się obudzi zdoła dostrzec jakieś związki między tymi ostatnimi wydarzeniami. Na razie wciąż śpi. Zauważyłem też że moc kryształu Siberys zaczyna słabnąć. Póki całkiem się nie wyczerpie, chcę czegoś spróbować.

14 Eyre 998 YK
Nie wiem jak, ale to zadziałało. Chciałem zobaczyć czy moc kryształu wpłynie jakoś na próbę stworzenia obrazu Powstającego. Udało mi się… tylko nie pamiętam jak. Umieściłem kryształ blisko ciała, tak aby uwidoczniły się te smocze symbole i zacząłem pracę. W pewnej chwili kryształ chyba rozbłysł. I ocknąłem się dopiero następnego dnia a w moich rękach trzymałem tę metalową figurkę. Przedstawia ona chyba mnie w wersji miniaturowej, bo na jej czole jest moja ghulra. Na korpusie widnieje znak Powstającego. Jest tam też umieszczony ten mały okruch kryształu Siberys, którego znalazłem wcześniej. Ręce i nogi figurki ruszają się jak w mechanicznej zabawce Cannithów. I ma oczy, które świecą delikatnym zielonym światłem zupełnie jak moje. Nie wiedziałem że moje wielkie dłonie potrafią skonstruować coś takiego. Widzę że zużyłem na to część zapasów z zestawu naprawczego. I części z gnomiego zegara z kukułką, który wisiał u Ramunasa. Jest piękna. Czuję jakby sam Powstający do mnie przemawiał.

View
Warhedd - Dziennik osobisty 3

11 Eyre 998 YK
Ugoda z sądem Sharn wymagała odnalezienia od nas tego przekutego – Palownika, który zbiegł z tego samego aresztu w którym i my siedzieliśmy. Mieliśmy na to 7 dni, zanim przyjdzie nam pracować dla Uniwersytetu Morgrave. Pierwszym problemem jaki się pojawił był Ramunas. Po tym jak poszedł spać po tej imprezie u… pobratymców Kudłaja, okazało się że zapadł w jakiś dziwny katatoniczny trans, z którego nie udało mi się go obudzić. Zaniosłem go więc do tego naszego wynajmowanego lokum i zabezpieczyłem jak się dało. Później poszedłem pogadać z naszą panią prawnik – dzięki niej dostałem wgląd w akta całej sprawy. Okazało się że, poprzednim razem, Palownika udało się złapać dzięki pewnemu prywatnemu detektywowi o imieniu Gerrel. To imię mi coś przypomniało. Jedna z tych istot w Syrianie, prosiła nas o dostarczenie wiadomości temu Gerrelowi.

Na miejscu wpuścił mnie dziwnie wyglądający kamerdyner, który przedstawił mi równie dziwnie wyglądającego Gerrela. Do końca nie byłem pewny jakiej jest płci. W sumie to nadal nie jestem. Wtedy też niewiele się dowiedziałem, choć potwierdził ze oczekuje przesyłki.

Z Kudłajem umówiłem się przy Czerwonym Młocie w Cogs, ale coś długo się nie pojawiał. Pogadałem trochę z Crucible, właścicielem Młota, ale nie wiedział nic ani o Palowniku, ani o ewentualnych jego powiązaniach z Panem Ostrzy. Smith, przekuty – kapłan Onatara ze świątyni w Cogs, też nic nie wiedział. Czekałem na tego shiftera i czekałem. W końcu stwierdziłem, że pewnie siedzi u tej swojej… rodziny, więc poszedłem tam.

Tylko że tam okazało się że śledziło mnie dwóch innych przekutych, których banda Kudłaja chciała powstrzymać. Włączyłem się do walki, próbując powstrzymać jednego, z naramiennymi ostrzami, ale nie wiedzieć czemu ten postanowił się zabić miast nam coś powiedzieć. Ale na szczęście udało mi się powstrzymać przed ucieczką jego Ostatniego Posłańca.

Okazało się że Ci przekuci śledzili mnie przez cały poprzedni dzień, a Kudłaj łaził za nimi. Nie wiem tylko po co mu była ta glewia, choć w sumie później się przydała. Okazało się także, że znalazł ślady Palownika, w okolicy Czerwonego Młota. Chcieliśmy wrócić do Cogs, ale po drodze okazało się że Palownik uderzył ponownie. Straży ponownie pomagał Gerrel, więc postanowiliśmy ponownie z nim porozmawiać.

Tym razem był bardziej rozmowny. Okazało się, że Palownik atakował osoby, które wykazywały jakieś talenty. Czy to do magii, czy umiejętności wojskowych, lub naukowych. Gerrel podejrzewał, że w jakiś sposób kradł im energię życiową. Zaprowadził nas do poprzedniej kryjówki Palownika, ale tam siedzieli teraz jacyś inni shifterzy, którzy nic nie wiedzieli. Znalazłem jednakże malutki odłamek smoczego kryształu Siberys, a Kudłaj jedną fiolkę oleju naprawczego.

Naszym ostatnim tropem było odczytanie wiadomości z Ostatniego Posłańca. Smith nie dał rady nic z tym zrobić, więc poszukaliśmy w manufakturach Cannithów jakiegoś artificera. Półelf Lorel d’Cannith, dał radę oczytać trzy wiadomości, z których wynikało, że ktoś kazał mnie śledzić w imieniu Przekształconego Boga i spowolnił mechanizmy Posłańca na tyle, że dało się go bezproblemowo wyśledzić. Posłaniec zaprowadził nas do jednej z mniejszych manufaktur, w której pracowali sami przekuci. Kudłaj zauważył wśród tamtejszych pracowników, drugiego z przekutych, którzy mnie śledzili, oraz dziwnie wyglądającego krasnoluda, który przechwycił Posłańca.

Weszliśmy więc tam i my. Okazał się że ten “krasnolud” to przekuty, który pokrył swoje ciało… mięśniami i skórą, aby upodobnić się bardziej do istot cielistych!! Nie powiedział nam nic innego, poza mistyczną otoczką, że czegoś nie rozumiem, ale wskazał nam miejsce, gdzie ukrywał się Palownik. On i jego towarzysze nie zaoponowali, kiedy powiedziałem, że muszę powstrzymać Palownika, przed kolejnymi mordami. Po prostu wskazali nam drogę.

Palownik ukrywał się we wnętrzu wielkiej groty, w której ktoś umieścił starego Przekutego Tytana. Tylko że tego zmodyfikowano tak, że Palownik mógł do niego wejść i poruszać nim jak wielką maszyną oblężniczą. Nie było łatwo, ale udało nam się go pokonać. Jednak ta glewia Kudłaja się na coś przydała. Okazało się też, że róg Palownika, ten na który nadziewał ofiary podłączony był do jeszcze większego kryształu Siberys. Kiedy go dotknąłem, na moim pancerzu znów zaczęły pojawiać się te smocze runy, jak wtedy podczas walki z Nurchachim, kiedy z portalu wyleciał ten wielki smok. Samo ciało Palownika pokryte było dziwnymi symbolami, takimi samymi jakie widziałem z Ramunasem wtedy w Xen’driku. Przed Dniem.

Udało się nam opuścić grotę innym wyjściem, usuwając jakieś stare zawaliska, które blokowały dostęp do starych tuneli. Po drodze napotkaliśmy chyba jakiś stary warsztat Cannithów, z którego zabrałem jakieś antyczne plany konstruktów. Ciekawe czy coś w nich znajdę?

Koniec końców, oddaliśmy list Gerrelowi. Kryształ Siberys niezbyt go zainteresował. Straż wypłaciła nam nagrodę za Palownika, ale moja dola ledwie starczyła na nowe oleje naprawy. Chociaż przynajmniej odzyskaliśmy papiery na broń. Muszę teraz naprawić jeszcze kilka uszkodzeń pancerza. Ramunas wciąż śpi, a ja mam więcej pytań, niż odpowiedzi.

View
Warhedd - Dziennik osobisty 2

To smocze piętno które odcisnęło się na moim pancerzu jest bardzo dziwne. Zanim niemal całkowicie się zatarło zaczęło mnie… swędzieć? Tak chyba odczuwają to cieliste istoty. Po chwili słabo rozbłysło srebrnym światłem i poczułem jak mój pancerz zaczyna się nieco zmieniać. W ciemnoniebieskim odcieniu mojej adamantytowej skorupy pojawiła się nutka srebra. Wyraźnie widać ja teraz na całym moim ciele. Blue twierdzi, że podczas Ostatniej Wojny część przekutych tworzono z domieszką alchemicznego srebra do pancerza. Cóż, może się przydać na jakiegoś lykantropa.

Wzór piętna odsłonił mi także nowe możliwości w tworzeniu obrazów Powstającego. Może nie nastąpił żaden przełom, ale chyba idę w dobrym kierunku.

W międzyczasie pogadałem z bywalcami Czerwonego Młota, w kwestii tego Palownika. Może Ramunas powinien zobaczyć, czy w areszcie nie zostawił on jakiś przedmiotów. Te jego specjalne zdolności mogą się na coś przydać…

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.