[Eberron]

Interludium - Warhedd

- Powiedz mi jeszcze raz Ramunas jak udało Ci się przeżyć Dzień.

- Ci górale, z którymi handlowaliśmy, znaleźli mnie tam, gdzie mnie zostawiłeś samego i wzięli do wioski. Byli przerażeni, ale pomogli mi dojść do zdrowia. Potem dali mi kuca, jedzenie i wyprawili traktem na północ.
Dopiero potem zrozumiałem, co mieli na myśli mówiąc, że “ludzie z dolin” pokazali im gdzie jestem i że mają mi pomóc.

- Ja Cię zostawiłem? Wypadłem z tego okrętu!! Jacy ludzie z dolin?

- Nie sądzę, że chodziło o żywe istoty.

- Duchy? Widziałem duchy w Mournland. Ale one do nikogo i niczego nie mówiły. Albo wyły niczym banshee, albo pojawiały się i znikały niczym cienie we mgle.

- Nie rozumiesz. Duchy, które przeniknęły na Eberron są inne – spaczone. Ale od czasu do czasu również zwykłe dusze umarłych nawiązują kontakt z żywymi. Moim zdaniem to takie dusze zostały obudzone, kiedy zniszczono Cyre. Cyre! Nienawidzę tej nowej nazwy. To tak jakby na nagrobku człowieka napisać: “zwłoki”. Nie wiem co ty czujesz, ale ja wspominam żywy Cyre, jego ulice, niebo i ludzi. Mournland to tylko zwłoki.

- Nie. Nie czuję tego samego co ty. Stworzono mnie bym dla Was walczył. Nigdy nie byłem częścią Cyre. Uświadomiłem to sobie po wojnie kiedy pracowałem budując Nowe Cyre tu w Breland. Dla wielu Cyreńczyków byłem albo jedną z potworności która zniszczyła ich kraj albo tylko maszyną mającą wykonywać rozkazy. Nie jednym z nich. Dlatego stamtąd odszedłem.

- Bardzo ładnie. Może nawet ci zazdroszczę – myślisz, że nie masz żadnej kultury, żadnych wzorów, ani zobowiązań.
Ale to gówno prawda. Jesteś żołnierzem Cyre. To można poznać nawet po tylu latach. Stworzyły cię takim, jakim jesteś, pokolenia oficerów i zwykłych żołdaków służących pod tym samym sztandarem. Jesteś częścią dziedzictwa Cyre, czy ci się to podoba, czy nie.

- Tu niestety ty się mylisz. Odkąd wynurzyłem się z kuźni życia moim szkoleniem przekutych zajmowali się Cannithowie. Cyreńczycy dostali już gotowy produkt. Kultura? Nigdy nie dane było mi zobaczyć Pałaców Vermishard w Metrolu, miast tego na rozkaz niszczyłem i plądrowałem karrnackie Atur. Pierwszą książkę w życiu przeczytałem w obozie jenieckim w Breland. Po jakich latach? Mam ich dopiero 12. Z czego 8 spędziłem walcząc. Może znam cyreańskie taktyki wojskowe i umiem wykuć cyreański półpancerz piechoty, ale to wszystko czego mnie nauczyliście. Byłem narzędziem, niczym więcej.

Ale tak, oddczuwam swoje związki z Cyre. Gdybym ich nie czuł, nie poszedłbym budować domów w Nowym Cyre. Nie zaciskałbym pięści w bezsilności słysząc o masakrach uchodźców dokonanych przez elfy z Valenar. Nie oburzałbym się na zniewagę jakiej dopuścili się władcy pozostałych krajów Khorvaire nie zapraszając księcia Ogareva na negocjacje Traktatu z Thronehold. Faktem jest to że to mieszkańcy Nowego Cyre nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego, a nie odwrotnie. Nie winię ich za to. Byłem… jestem uosobieniem wojny, która zniszczyła ich domy. Właśnie dlatego stamtąd odszedłem. Nie mogłem już dłużej znosić ich spojrzeń. Pełnych jednocześnie strachu, bólu i odrazy.

Wojna się skończyła Ramunas. Może już czas byś zakończył swoją?

- Masz 12 lat i tak się zachowujesz. Dojrzała osoba wie, że ostatecznie jest tym, z czego wyrosła, a to co robi zgodnie ze swoją wolną wolą, robi dzięki kulturze, z której wyrosła i na chwałę tej kultury, nie swoją własną. Dziecko może sądzić, że sam wykuwa swój los, mężczyzna rozumie, że działa w ramach większego planu i jego wola jest częścią tej większej. Źle kończą się próby wyrwania swoich korzeni i podążania za głosem fałszywych proroków.

- Przekuci nie mają swoich korzeni. Właśnie dlatego poszukujemy czegoś takiego dla siebie. Dlaczego moja wola ma być związana z planami jednego narodu skoro moi pobratymcy walczyli dla wszystkich 5 narodów Khorvaire. Poza tym wy ludzie jesteście świadomi tego że wasz żywot kiedyś dobiegnie końca. A powiedz mi Ramunas, czy Przekuci umierają ze starości?

- Po półtorej dekady chyba trudno powiedzieć.

- Właśnie. Wy ludzie rodzicie się, żyjecie te 100 lat, starzejecie się i umieracie. Moje metalowe ciało może przetrwać o wiele dłużej. Kto wie czy nie dotrwa czasów w których nikt nie będzie już pamiętał o Cyre. A może dotrwam czasów jego odrodzenia? Zresztą nieważne, zaczynamy zbytnio filozofować a ja w przeciwieństwie do Ciebie nie mogę się upić. Powróćmy na chwilę do rzeczy przyziemnych.

Chciałbym zaproponować Ci współpracę. Jeśli dobrze kojarzę dysponujesz umiejętnościami dedek…, dekt…, no umiesz znajdować ludzi i rzeczy których nie dostrzegają inni. W Sharn jest na pewno dużo ludzi, którzy będę chcieli zapłacić za użycie tych umiejętności. Z Twoimi zmysłami i moim pancerzem moglibyśmy całkiem nieźle się tu ustawić. Co ty na to?

- Mogę znaleźć każdą osobę i rzecz jaką możesz sobie wyobrazić. Ale nie mogę odnaleźć jednego człowieka – tego Karnejczyka, który uruchomił broń gigantów. Nie wiem po co ci pieniądze, skoro nie musisz jeść ani pić, najwyżej udoskonalać swoją aparaturę bojową, która powinna cię raczej mierzić, jako pozostałość po tym kto i po co cię zbudował, ale możemy współpracować, jeżeli pomożesz mi odnaleźć tego człowieka.

- Zaskakujące słowa, jak na tego który uczył mnie o wartości pieniądza. Ale tak, w grę wchodzi także konieczność dokonania pewnych udoskonaleń. Mam też wydatki związane ze swoim Zgromadzeniem. Poza tym jeśli mamy udać się do Xendriku aby jeszcze raz odwiedzić tę świątynię gigantów, to będzie to wymagało sporej ilości funduszy. Co do Voykampfa… taak, jeśli Dzień to jego sprawka to zdecydowanie musimy go dopaść. I kazać mu za to wszystko zapłacić.

Ale w międzyczasie pomóż mi odnaleźć pewnego przekutego zdobionego kolcami ułożonymi w coś co wy ludzie nazywacie fryzurą mohawk…

- Ok. Usiądź spokojnie przy tym stoliku, połóż dłonie na tabliczce, zrelaksuj się i zacznij opowiadać o tym przekutym. Nie przejmuj się, czy to co mówisz wydaje się ważne, czy nie. Wszystko może okazać się pomocne. Czy masz może przy sobie coś co należało do niego?…

- Nie znam jego imienia. To poplecznik Pana Ostrzy. Jeden z tych którzy bezlitośnie zaatakowali i zniszczyli większość mojego Zgromadzenia podczas pielgrzymki do Mour… do Cyre. Mam tylko złamany bełt który utkwił w jego ciele podczas walki w restauracji w której spotkaliście się z profesorem Zablotnikiem

View
Spotkanie po latach

Był to kolejny deszczowy jesienny wieczór w Sharn.Ramunas jak ćma chodził od jednego baru do drugiego, cały czas prześladowany przez widma z przeszłości. Gdy był gotowy na ostatni kufel przed snem został zaczepiony przez nieznajomego Półorka który przedstawił się jako Borgez z Domu Tarashk. Borgez na zlecenie profesora z Uniwersytetu Morgrave – Didko Zablotnika, miał odnaleźć medium. Borgez wytypował Ramunasa i przedstawił mu propozycję poznania profesora. Propozycja oczywiście była nie do odrzucenia wziąwszy pod uwagę towarzyszących Borgezowi mu dwóch silnorękich orków.
Spotkanie z profesorem Didko Zablotnikiem odbyło się w miłych okolicznościach dosyć ekskluzywnej karczmy. Profesorowi towarzyszył Shifter imieniem Kudłaj. Kudłaj był ochroniarzem i jednocześnie pilnował interesu Kamiennych Kłów, klanu Shifterów z Sharn z którymi profesor Zablotnik zawarł układ.
Profesorem potrzebował Ramunasa jako medium ponieważ chciał nawiązać kontakt z duchem starożytnego hobgoblińskiego króla-szamana Nurhachiego. Jednak była to dopiero druga cześć planu. Najpierw należało dostać się do krypty gdzie spoczywała mumia Nurhachiego i dokonać jego „ekshumacji”.
Rozmowę przerwało wejście Przekutego który, jak się wydawało pracował jako obsługa lokalu. Gdy podawał deser spod jego płaszcza wychyliła się, niezwykła jak nawet jak na przekutego, dodatkowa para rąk uzbrojona w noże i zaatakował Profesora. Wywiązała się walka w trakcie której pojawiło się więcej których celem był zamach na Zablotnika. Pojawiła się również niespodziana pomoc. Warhedd, towarzysz Ramunasa z Cyrańskiej armii z którym nie widział się od czasu Dnia Żałoby gdy kataklizm który zniszczył Cyre zniszczył również latający statek na którym się znajdowali.
Jeden z atakujących Przekutych zbiegł. Jak wyjaśnił Warhedd byli to poplecznicy Pana Ostrzy. Czemu chcieli oni zabić profesora? Sam zainteresowany odpowiadał wymijająco na to pytanie.
Tak więc Warhedd dołączył do drużyny która miała najechać kryptę Nurhachiego. Krypta znajdowała się w podziemiach wieży która znajdowała się na terytorium Kamiennych Kłów którzy zamieszkiwali dzielnicę poddopionych wierz przy rzece Sztylet. Po pokonaniu nieumarłych w zatopionym korytarzu prowadzącym do krypty, włamaniu się przez drzwi i przedarciu przez pułapki trójka bohaterów stawiła czoło duchowi konkubiny Nurhachiego która strzegła jego zwłok. Widok ohydnej zjawy spowodował u Ramunasa paraliż na kilkanaście sekund. Pomimo tego iż z powodu niematerialnej postaci trudno było ją trafić udało się pokonać zjawę i zabezpieczyć mumie król goblinoidów w kufrze który był jego pośmiertnym skarbcem. Nurhachi mógł jedynie żałować, iż za życia nie utrzymywał więcej konkubin.
Po opuszczeniu krypty, Ramunas, na wszelki wypadek, z większą częścią skarbów udał się inną drogą z dzielnicy opanowanej przez Kamienne Kły. Kudłajowi i Warheddowi którzy wracali z kufrem z mumią drogę zastąpił Borgez z swoimi dwoma towarzyszami, który nie wiadomo czy to dla siebie czy dla Domu Tarashk chciał również mumii króla. Oczywiście wymianę argumentów szybko zastąpiła wymiana ciosów. Okazało się iż Półork oprócz daru odnajdowania osób całkiem nieźle radzi sobie z magią natury. Pomimo celnych strzałów z łuku Kudłaj uległ jednemu z orków lecz Warheddowi udało się pokonać Borgeza oraz drugiego orka. Pozostały przy życiu ork aby uratować swoją skórę przed ścigającym go Warheddem zrzucił skrzynię do kanału nad którym toczyła się walka. Warhedd bez wahania skoczył za nią. Gdy wyszedł z kanału wraz z skrzynią zobaczył, iż inni Shifterzy pomogli Kudłajowi się pozbierać. Na polu bitwy pozostało jedynie ciało jednego Orka.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.