[Eberron]

Umrzeć, może zasnąć tylko?

Warhedd będzie musiał mi wszystko jeszcze raz opowiadać…

Był tu, kiedy się ocknąłem. Jeszcze nie odzyskałem całkiem przytomności, a już terkotał do mnie tym drewnianym głosem.
Pierwsze co zobaczyłem po jego gębie, to że jestem u siebie, a kilka moich sprzętów (w tym cyrański zegar!) jest w kawałkach.

Wtedy maszyna bojowa zaczęła terkotać jeszcze szybciej i postawiła na stole mechaniculusa przedstawiającego jego samego, wykonanego tak zręcznie, że gnomy mogłyby się powstydzić. Warhedd cały czas coś gadał. I ten wielki, i ten mały.

Najpierw mówili to samo, dwoma głosami, ale zaraz mały zaczął zmieniać co któreś słowo, aż wreszcie słyszałem już tylko jego.

Przypomniał mi o naszej przygodzie w krainie zmarłych i o śnie, który śniłem przez ostatnie dni.
Na końcu powiedział: “Oni chcą Tam odejść. Chcą żebyś ich tam zaprowadził. Jeżeli chcesz, to ci pomogę”.

View
Warhedd - Dziennik osobisty 4

12 Eyre 998 YK
Skończyłem naprawiać pancerz i przyjrzałem się temu naramiennemu ostrzu, w którego był wyposażony jeden ze śledzących mnie przekutych. Sądzę że dam radę go poużywać, ale będę musiał z nim trochę poćwiczyć. Na razie trochę niezgrabnie mi to wychodzi. Zrobiłem też parę notatek, może Ramunas jak się obudzi zdoła dostrzec jakieś związki między tymi ostatnimi wydarzeniami. Na razie wciąż śpi. Zauważyłem też że moc kryształu Siberys zaczyna słabnąć. Póki całkiem się nie wyczerpie, chcę czegoś spróbować.

14 Eyre 998 YK
Nie wiem jak, ale to zadziałało. Chciałem zobaczyć czy moc kryształu wpłynie jakoś na próbę stworzenia obrazu Powstającego. Udało mi się… tylko nie pamiętam jak. Umieściłem kryształ blisko ciała, tak aby uwidoczniły się te smocze symbole i zacząłem pracę. W pewnej chwili kryształ chyba rozbłysł. I ocknąłem się dopiero następnego dnia a w moich rękach trzymałem tę metalową figurkę. Przedstawia ona chyba mnie w wersji miniaturowej, bo na jej czole jest moja ghulra. Na korpusie widnieje znak Powstającego. Jest tam też umieszczony ten mały okruch kryształu Siberys, którego znalazłem wcześniej. Ręce i nogi figurki ruszają się jak w mechanicznej zabawce Cannithów. I ma oczy, które świecą delikatnym zielonym światłem zupełnie jak moje. Nie wiedziałem że moje wielkie dłonie potrafią skonstruować coś takiego. Widzę że zużyłem na to część zapasów z zestawu naprawczego. I części z gnomiego zegara z kukułką, który wisiał u Ramunasa. Jest piękna. Czuję jakby sam Powstający do mnie przemawiał.

View
Warhedd - Dziennik osobisty 3

11 Eyre 998 YK
Ugoda z sądem Sharn wymagała odnalezienia od nas tego przekutego – Palownika, który zbiegł z tego samego aresztu w którym i my siedzieliśmy. Mieliśmy na to 7 dni, zanim przyjdzie nam pracować dla Uniwersytetu Morgrave. Pierwszym problemem jaki się pojawił był Ramunas. Po tym jak poszedł spać po tej imprezie u… pobratymców Kudłaja, okazało się że zapadł w jakiś dziwny katatoniczny trans, z którego nie udało mi się go obudzić. Zaniosłem go więc do tego naszego wynajmowanego lokum i zabezpieczyłem jak się dało. Później poszedłem pogadać z naszą panią prawnik – dzięki niej dostałem wgląd w akta całej sprawy. Okazało się że, poprzednim razem, Palownika udało się złapać dzięki pewnemu prywatnemu detektywowi o imieniu Gerrel. To imię mi coś przypomniało. Jedna z tych istot w Syrianie, prosiła nas o dostarczenie wiadomości temu Gerrelowi.

Na miejscu wpuścił mnie dziwnie wyglądający kamerdyner, który przedstawił mi równie dziwnie wyglądającego Gerrela. Do końca nie byłem pewny jakiej jest płci. W sumie to nadal nie jestem. Wtedy też niewiele się dowiedziałem, choć potwierdził ze oczekuje przesyłki.

Z Kudłajem umówiłem się przy Czerwonym Młocie w Cogs, ale coś długo się nie pojawiał. Pogadałem trochę z Crucible, właścicielem Młota, ale nie wiedział nic ani o Palowniku, ani o ewentualnych jego powiązaniach z Panem Ostrzy. Smith, przekuty – kapłan Onatara ze świątyni w Cogs, też nic nie wiedział. Czekałem na tego shiftera i czekałem. W końcu stwierdziłem, że pewnie siedzi u tej swojej… rodziny, więc poszedłem tam.

Tylko że tam okazało się że śledziło mnie dwóch innych przekutych, których banda Kudłaja chciała powstrzymać. Włączyłem się do walki, próbując powstrzymać jednego, z naramiennymi ostrzami, ale nie wiedzieć czemu ten postanowił się zabić miast nam coś powiedzieć. Ale na szczęście udało mi się powstrzymać przed ucieczką jego Ostatniego Posłańca.

Okazało się że Ci przekuci śledzili mnie przez cały poprzedni dzień, a Kudłaj łaził za nimi. Nie wiem tylko po co mu była ta glewia, choć w sumie później się przydała. Okazało się także, że znalazł ślady Palownika, w okolicy Czerwonego Młota. Chcieliśmy wrócić do Cogs, ale po drodze okazało się że Palownik uderzył ponownie. Straży ponownie pomagał Gerrel, więc postanowiliśmy ponownie z nim porozmawiać.

Tym razem był bardziej rozmowny. Okazało się, że Palownik atakował osoby, które wykazywały jakieś talenty. Czy to do magii, czy umiejętności wojskowych, lub naukowych. Gerrel podejrzewał, że w jakiś sposób kradł im energię życiową. Zaprowadził nas do poprzedniej kryjówki Palownika, ale tam siedzieli teraz jacyś inni shifterzy, którzy nic nie wiedzieli. Znalazłem jednakże malutki odłamek smoczego kryształu Siberys, a Kudłaj jedną fiolkę oleju naprawczego.

Naszym ostatnim tropem było odczytanie wiadomości z Ostatniego Posłańca. Smith nie dał rady nic z tym zrobić, więc poszukaliśmy w manufakturach Cannithów jakiegoś artificera. Półelf Lorel d’Cannith, dał radę oczytać trzy wiadomości, z których wynikało, że ktoś kazał mnie śledzić w imieniu Przekształconego Boga i spowolnił mechanizmy Posłańca na tyle, że dało się go bezproblemowo wyśledzić. Posłaniec zaprowadził nas do jednej z mniejszych manufaktur, w której pracowali sami przekuci. Kudłaj zauważył wśród tamtejszych pracowników, drugiego z przekutych, którzy mnie śledzili, oraz dziwnie wyglądającego krasnoluda, który przechwycił Posłańca.

Weszliśmy więc tam i my. Okazał się że ten “krasnolud” to przekuty, który pokrył swoje ciało… mięśniami i skórą, aby upodobnić się bardziej do istot cielistych!! Nie powiedział nam nic innego, poza mistyczną otoczką, że czegoś nie rozumiem, ale wskazał nam miejsce, gdzie ukrywał się Palownik. On i jego towarzysze nie zaoponowali, kiedy powiedziałem, że muszę powstrzymać Palownika, przed kolejnymi mordami. Po prostu wskazali nam drogę.

Palownik ukrywał się we wnętrzu wielkiej groty, w której ktoś umieścił starego Przekutego Tytana. Tylko że tego zmodyfikowano tak, że Palownik mógł do niego wejść i poruszać nim jak wielką maszyną oblężniczą. Nie było łatwo, ale udało nam się go pokonać. Jednak ta glewia Kudłaja się na coś przydała. Okazało się też, że róg Palownika, ten na który nadziewał ofiary podłączony był do jeszcze większego kryształu Siberys. Kiedy go dotknąłem, na moim pancerzu znów zaczęły pojawiać się te smocze runy, jak wtedy podczas walki z Nurchachim, kiedy z portalu wyleciał ten wielki smok. Samo ciało Palownika pokryte było dziwnymi symbolami, takimi samymi jakie widziałem z Ramunasem wtedy w Xen’driku. Przed Dniem.

Udało się nam opuścić grotę innym wyjściem, usuwając jakieś stare zawaliska, które blokowały dostęp do starych tuneli. Po drodze napotkaliśmy chyba jakiś stary warsztat Cannithów, z którego zabrałem jakieś antyczne plany konstruktów. Ciekawe czy coś w nich znajdę?

Koniec końców, oddaliśmy list Gerrelowi. Kryształ Siberys niezbyt go zainteresował. Straż wypłaciła nam nagrodę za Palownika, ale moja dola ledwie starczyła na nowe oleje naprawy. Chociaż przynajmniej odzyskaliśmy papiery na broń. Muszę teraz naprawić jeszcze kilka uszkodzeń pancerza. Ramunas wciąż śpi, a ja mam więcej pytań, niż odpowiedzi.

View
Warhedd - Dziennik osobisty 2

To smocze piętno które odcisnęło się na moim pancerzu jest bardzo dziwne. Zanim niemal całkowicie się zatarło zaczęło mnie… swędzieć? Tak chyba odczuwają to cieliste istoty. Po chwili słabo rozbłysło srebrnym światłem i poczułem jak mój pancerz zaczyna się nieco zmieniać. W ciemnoniebieskim odcieniu mojej adamantytowej skorupy pojawiła się nutka srebra. Wyraźnie widać ja teraz na całym moim ciele. Blue twierdzi, że podczas Ostatniej Wojny część przekutych tworzono z domieszką alchemicznego srebra do pancerza. Cóż, może się przydać na jakiegoś lykantropa.

Wzór piętna odsłonił mi także nowe możliwości w tworzeniu obrazów Powstającego. Może nie nastąpił żaden przełom, ale chyba idę w dobrym kierunku.

W międzyczasie pogadałem z bywalcami Czerwonego Młota, w kwestii tego Palownika. Może Ramunas powinien zobaczyć, czy w areszcie nie zostawił on jakiś przedmiotów. Te jego specjalne zdolności mogą się na coś przydać…

View
Warhedd - Dziennik osobisty 1

No cóż. Nasza praca dla profesora Zablotnika nie poszła tak łatwo jak za pierwszym razem. Przede wszystkim okazał się że ta cała sprawa jest całkowicie nielegalna. Musieliśmy włamać się na teren Uniwersytetu Morgrave i przeprowadzić rytuał z mumią Nurhachiego. Od początku poszło źle, bo ten shifter Kudłaj miast obezwładnić psy strażnicze po cichu, zaczął strzelać do nich z łuku, no i zrobił się rwetes. Wieży Zablotnika strzegł minotaur i oczywiście obudził się podczas próby włamania i musiałem go potraktować młotem po łbie i natrudzić się by nie zrobić mu krzywdy.

Oczywiście Zablotnik nie powiedział nam że dokończenie rytuału przywołania ducha Nurhachiego wymaga przeniesienia się do innego planu – Doluurh i ręcznego zebrania duszy i połączenia z ciałem, konkretnie to mumią do której profesor przykuł Ramunasa. Chciałem w tym momencie zrezygnować, ale Ramunas się uparł. No to daliśmy się wysłać w takiej machinie bardzo przypominającej tą, którą znaleźliśmy w Cyre tuż przed Dniem.

Profesor chyba nie znał się na swojej pracy bo trafiliśmy do innego planu – Syriany, zamieszkanej przez świetliste istoty. Kudłaj niestety trafił tam z nami. Tam musieliśmy dobić targu z inną istotą o imieniu Sargon Girej – Ramunas twierdzi że to dżin był – która przeniosła nas do prawidłowego planu i dała jeszcze przedmiot umożliwiający powrót do Sharn, w zamian za obietnicę wyświadczenia przysługi w nieokreślonej przyszłości. Przy okazji mamy dostarczyć wiadomość jakiemuś mieszkańcowi Syriany przebywającemu aktualnie w Sharn.

Dolurrh to wielce przygnębiające miejsce. Dusze po prostu tam tkwią, pogrążone w marazmie, ewentualnie wystawione na kradzież przez sługi Strażnika. Jednego z takich spotkaliśmy w tym planie, choć w sumie pomógł nam odnaleźć drogę do Nurhachiego. Co dziwne nie widziałem tam żadnych poległych przekutych. Co prawda trafiliśmy w miejsce gdzie tkwiły same dusze goblinoidów, a plan jest wielki i może dusze przekutych trafiają w inne miejsce. Albo trafiają do zupełnie innego planu. Jest jeszcze inna alternatywa, ale boję się o niej myśleć.

Nurhachi nie był zadowolony z wizyty. Jak tylko złączyliśmy go z mumią wściekł się strasznie. Szybko wróciliśmy na Eberron i próbowaliśmy przemówić mu do rozsądku, ale było za późno. Zaczął przywoływać zombie i inne duchy więc trzeba go było spacyfikować. Na szczęście jako mumia był dość łatwopalny więc potraktowałem go granatem z alchemicznego ognia. Zablotnik oczywiście zmył się w trakcie całego zamieszania.

A wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego. Nurhachi, przed swoją kolejną śmiercią, chciał chyba otworzyć sobie wrota do innego planu, ale z nich wyszło zupełnie coś innego. To był smok!! Tylko chyba nie w postaci fizycznego bytu, acz duchowego. Smok nasycił nas swoją energią co pozostawiło na nas smocze symbole. Ukazał nam także wizję wyprawy Srebrnego Płomienia płynącej do Xendriku. I Voykampfa na jednym z ich statków!! A później wszystko wróciło do rzeczywistości.

Ramunas i Kudłaj złapali jakieś choróbsko od Nurhachiego i wyglądali jak śmierć na chorągwi. Nie pozostało więc nic innego tylko poddać się strażom. Przynajmniej w areszcie przysłali medyka z Domu Jorasco i magotwórcę od Cannithów, aby nas wyleczyć i naprawić. Uleczenie Ramunasa i Kudłaja ze zgnilizny mumii wymagało co prawda dodatkowych datków na świątynię Zastępu, ale ostatecznie powróciliśmy do sił.

W więzieniu zauważyłem dziwnego przekutego. Wyglądał zupełnie inaczej, niż konstrukty powstałe w trakcie Ostatniej Wojny. Trochę jak wielki żuk z pojedynczym rogiem na głowie. Nazywano go Palownikiem i siedział za morderstwo. Dziwnie wyglądał…niemalże pachniał nowością, a przecież wszystkie Kuźnie Życia zostały zdemontowane.

Później odwiedziła nas nasza pani adwokat z urzędu Majorie McQueen, która zamierzała nas bronić przed zarzutami karnymi oraz cywilnymi ze strony Uniwersytetu Morgrave – że to niby my jesteśmy odpowiedzialni za zniszczenia. Odwiedził nas także potajemnie w nocy profesor Zablotnik, próbując namówić nas na ucieczkę z więzienia. Odmówiłem, myślę że nie chcę już mieć z nim nic do czynienia. Tej samej nocy z aresztu uciekł ten dziwny przekuty.

Użyliśmy tego faktu na naszym procesie karnym zawierając ugodę z sądem, iż złapiemy tego Palownika. Z rektorem uniwersytetu także dało się dogadać, choć mamy teraz do zrobienia 12 prac dla nich. Dodam iż za darmo.

Pierwszym zadaniem ma być pilnowanie przez miesiąc kolejnej mumii. Tym razem jakiegoś giganta z Xendriku, która właśnie wraca stamtąd wraz z ekspedycją Srebrnego Płomienia. Jeżeli to z tą samą ekspedycją, w której znajdował się Voykampf, to zrobi się bardzo interesująco…

View
Interludium - Warhedd

- Powiedz mi jeszcze raz Ramunas jak udało Ci się przeżyć Dzień.

- Ci górale, z którymi handlowaliśmy, znaleźli mnie tam, gdzie mnie zostawiłeś samego i wzięli do wioski. Byli przerażeni, ale pomogli mi dojść do zdrowia. Potem dali mi kuca, jedzenie i wyprawili traktem na północ.
Dopiero potem zrozumiałem, co mieli na myśli mówiąc, że “ludzie z dolin” pokazali im gdzie jestem i że mają mi pomóc.

- Ja Cię zostawiłem? Wypadłem z tego okrętu!! Jacy ludzie z dolin?

- Nie sądzę, że chodziło o żywe istoty.

- Duchy? Widziałem duchy w Mournland. Ale one do nikogo i niczego nie mówiły. Albo wyły niczym banshee, albo pojawiały się i znikały niczym cienie we mgle.

- Nie rozumiesz. Duchy, które przeniknęły na Eberron są inne – spaczone. Ale od czasu do czasu również zwykłe dusze umarłych nawiązują kontakt z żywymi. Moim zdaniem to takie dusze zostały obudzone, kiedy zniszczono Cyre. Cyre! Nienawidzę tej nowej nazwy. To tak jakby na nagrobku człowieka napisać: “zwłoki”. Nie wiem co ty czujesz, ale ja wspominam żywy Cyre, jego ulice, niebo i ludzi. Mournland to tylko zwłoki.

- Nie. Nie czuję tego samego co ty. Stworzono mnie bym dla Was walczył. Nigdy nie byłem częścią Cyre. Uświadomiłem to sobie po wojnie kiedy pracowałem budując Nowe Cyre tu w Breland. Dla wielu Cyreńczyków byłem albo jedną z potworności która zniszczyła ich kraj albo tylko maszyną mającą wykonywać rozkazy. Nie jednym z nich. Dlatego stamtąd odszedłem.

- Bardzo ładnie. Może nawet ci zazdroszczę – myślisz, że nie masz żadnej kultury, żadnych wzorów, ani zobowiązań.
Ale to gówno prawda. Jesteś żołnierzem Cyre. To można poznać nawet po tylu latach. Stworzyły cię takim, jakim jesteś, pokolenia oficerów i zwykłych żołdaków służących pod tym samym sztandarem. Jesteś częścią dziedzictwa Cyre, czy ci się to podoba, czy nie.

- Tu niestety ty się mylisz. Odkąd wynurzyłem się z kuźni życia moim szkoleniem przekutych zajmowali się Cannithowie. Cyreńczycy dostali już gotowy produkt. Kultura? Nigdy nie dane było mi zobaczyć Pałaców Vermishard w Metrolu, miast tego na rozkaz niszczyłem i plądrowałem karrnackie Atur. Pierwszą książkę w życiu przeczytałem w obozie jenieckim w Breland. Po jakich latach? Mam ich dopiero 12. Z czego 8 spędziłem walcząc. Może znam cyreańskie taktyki wojskowe i umiem wykuć cyreański półpancerz piechoty, ale to wszystko czego mnie nauczyliście. Byłem narzędziem, niczym więcej.

Ale tak, oddczuwam swoje związki z Cyre. Gdybym ich nie czuł, nie poszedłbym budować domów w Nowym Cyre. Nie zaciskałbym pięści w bezsilności słysząc o masakrach uchodźców dokonanych przez elfy z Valenar. Nie oburzałbym się na zniewagę jakiej dopuścili się władcy pozostałych krajów Khorvaire nie zapraszając księcia Ogareva na negocjacje Traktatu z Thronehold. Faktem jest to że to mieszkańcy Nowego Cyre nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego, a nie odwrotnie. Nie winię ich za to. Byłem… jestem uosobieniem wojny, która zniszczyła ich domy. Właśnie dlatego stamtąd odszedłem. Nie mogłem już dłużej znosić ich spojrzeń. Pełnych jednocześnie strachu, bólu i odrazy.

Wojna się skończyła Ramunas. Może już czas byś zakończył swoją?

- Masz 12 lat i tak się zachowujesz. Dojrzała osoba wie, że ostatecznie jest tym, z czego wyrosła, a to co robi zgodnie ze swoją wolną wolą, robi dzięki kulturze, z której wyrosła i na chwałę tej kultury, nie swoją własną. Dziecko może sądzić, że sam wykuwa swój los, mężczyzna rozumie, że działa w ramach większego planu i jego wola jest częścią tej większej. Źle kończą się próby wyrwania swoich korzeni i podążania za głosem fałszywych proroków.

- Przekuci nie mają swoich korzeni. Właśnie dlatego poszukujemy czegoś takiego dla siebie. Dlaczego moja wola ma być związana z planami jednego narodu skoro moi pobratymcy walczyli dla wszystkich 5 narodów Khorvaire. Poza tym wy ludzie jesteście świadomi tego że wasz żywot kiedyś dobiegnie końca. A powiedz mi Ramunas, czy Przekuci umierają ze starości?

- Po półtorej dekady chyba trudno powiedzieć.

- Właśnie. Wy ludzie rodzicie się, żyjecie te 100 lat, starzejecie się i umieracie. Moje metalowe ciało może przetrwać o wiele dłużej. Kto wie czy nie dotrwa czasów w których nikt nie będzie już pamiętał o Cyre. A może dotrwam czasów jego odrodzenia? Zresztą nieważne, zaczynamy zbytnio filozofować a ja w przeciwieństwie do Ciebie nie mogę się upić. Powróćmy na chwilę do rzeczy przyziemnych.

Chciałbym zaproponować Ci współpracę. Jeśli dobrze kojarzę dysponujesz umiejętnościami dedek…, dekt…, no umiesz znajdować ludzi i rzeczy których nie dostrzegają inni. W Sharn jest na pewno dużo ludzi, którzy będę chcieli zapłacić za użycie tych umiejętności. Z Twoimi zmysłami i moim pancerzem moglibyśmy całkiem nieźle się tu ustawić. Co ty na to?

- Mogę znaleźć każdą osobę i rzecz jaką możesz sobie wyobrazić. Ale nie mogę odnaleźć jednego człowieka – tego Karnejczyka, który uruchomił broń gigantów. Nie wiem po co ci pieniądze, skoro nie musisz jeść ani pić, najwyżej udoskonalać swoją aparaturę bojową, która powinna cię raczej mierzić, jako pozostałość po tym kto i po co cię zbudował, ale możemy współpracować, jeżeli pomożesz mi odnaleźć tego człowieka.

- Zaskakujące słowa, jak na tego który uczył mnie o wartości pieniądza. Ale tak, w grę wchodzi także konieczność dokonania pewnych udoskonaleń. Mam też wydatki związane ze swoim Zgromadzeniem. Poza tym jeśli mamy udać się do Xendriku aby jeszcze raz odwiedzić tę świątynię gigantów, to będzie to wymagało sporej ilości funduszy. Co do Voykampfa… taak, jeśli Dzień to jego sprawka to zdecydowanie musimy go dopaść. I kazać mu za to wszystko zapłacić.

Ale w międzyczasie pomóż mi odnaleźć pewnego przekutego zdobionego kolcami ułożonymi w coś co wy ludzie nazywacie fryzurą mohawk…

- Ok. Usiądź spokojnie przy tym stoliku, połóż dłonie na tabliczce, zrelaksuj się i zacznij opowiadać o tym przekutym. Nie przejmuj się, czy to co mówisz wydaje się ważne, czy nie. Wszystko może okazać się pomocne. Czy masz może przy sobie coś co należało do niego?…

- Nie znam jego imienia. To poplecznik Pana Ostrzy. Jeden z tych którzy bezlitośnie zaatakowali i zniszczyli większość mojego Zgromadzenia podczas pielgrzymki do Mour… do Cyre. Mam tylko złamany bełt który utkwił w jego ciele podczas walki w restauracji w której spotkaliście się z profesorem Zablotnikiem

View
Spotkanie po latach

Był to kolejny deszczowy jesienny wieczór w Sharn.Ramunas jak ćma chodził od jednego baru do drugiego, cały czas prześladowany przez widma z przeszłości. Gdy był gotowy na ostatni kufel przed snem został zaczepiony przez nieznajomego Półorka który przedstawił się jako Borgez z Domu Tarashk. Borgez na zlecenie profesora z Uniwersytetu Morgrave – Didko Zablotnika, miał odnaleźć medium. Borgez wytypował Ramunasa i przedstawił mu propozycję poznania profesora. Propozycja oczywiście była nie do odrzucenia wziąwszy pod uwagę towarzyszących Borgezowi mu dwóch silnorękich orków.
Spotkanie z profesorem Didko Zablotnikiem odbyło się w miłych okolicznościach dosyć ekskluzywnej karczmy. Profesorowi towarzyszył Shifter imieniem Kudłaj. Kudłaj był ochroniarzem i jednocześnie pilnował interesu Kamiennych Kłów, klanu Shifterów z Sharn z którymi profesor Zablotnik zawarł układ.
Profesorem potrzebował Ramunasa jako medium ponieważ chciał nawiązać kontakt z duchem starożytnego hobgoblińskiego króla-szamana Nurhachiego. Jednak była to dopiero druga cześć planu. Najpierw należało dostać się do krypty gdzie spoczywała mumia Nurhachiego i dokonać jego „ekshumacji”.
Rozmowę przerwało wejście Przekutego który, jak się wydawało pracował jako obsługa lokalu. Gdy podawał deser spod jego płaszcza wychyliła się, niezwykła jak nawet jak na przekutego, dodatkowa para rąk uzbrojona w noże i zaatakował Profesora. Wywiązała się walka w trakcie której pojawiło się więcej których celem był zamach na Zablotnika. Pojawiła się również niespodziana pomoc. Warhedd, towarzysz Ramunasa z Cyrańskiej armii z którym nie widział się od czasu Dnia Żałoby gdy kataklizm który zniszczył Cyre zniszczył również latający statek na którym się znajdowali.
Jeden z atakujących Przekutych zbiegł. Jak wyjaśnił Warhedd byli to poplecznicy Pana Ostrzy. Czemu chcieli oni zabić profesora? Sam zainteresowany odpowiadał wymijająco na to pytanie.
Tak więc Warhedd dołączył do drużyny która miała najechać kryptę Nurhachiego. Krypta znajdowała się w podziemiach wieży która znajdowała się na terytorium Kamiennych Kłów którzy zamieszkiwali dzielnicę poddopionych wierz przy rzece Sztylet. Po pokonaniu nieumarłych w zatopionym korytarzu prowadzącym do krypty, włamaniu się przez drzwi i przedarciu przez pułapki trójka bohaterów stawiła czoło duchowi konkubiny Nurhachiego która strzegła jego zwłok. Widok ohydnej zjawy spowodował u Ramunasa paraliż na kilkanaście sekund. Pomimo tego iż z powodu niematerialnej postaci trudno było ją trafić udało się pokonać zjawę i zabezpieczyć mumie król goblinoidów w kufrze który był jego pośmiertnym skarbcem. Nurhachi mógł jedynie żałować, iż za życia nie utrzymywał więcej konkubin.
Po opuszczeniu krypty, Ramunas, na wszelki wypadek, z większą częścią skarbów udał się inną drogą z dzielnicy opanowanej przez Kamienne Kły. Kudłajowi i Warheddowi którzy wracali z kufrem z mumią drogę zastąpił Borgez z swoimi dwoma towarzyszami, który nie wiadomo czy to dla siebie czy dla Domu Tarashk chciał również mumii króla. Oczywiście wymianę argumentów szybko zastąpiła wymiana ciosów. Okazało się iż Półork oprócz daru odnajdowania osób całkiem nieźle radzi sobie z magią natury. Pomimo celnych strzałów z łuku Kudłaj uległ jednemu z orków lecz Warheddowi udało się pokonać Borgeza oraz drugiego orka. Pozostały przy życiu ork aby uratować swoją skórę przed ścigającym go Warheddem zrzucił skrzynię do kanału nad którym toczyła się walka. Warhedd bez wahania skoczył za nią. Gdy wyszedł z kanału wraz z skrzynią zobaczył, iż inni Shifterzy pomogli Kudłajowi się pozbierać. Na polu bitwy pozostało jedynie ciało jednego Orka.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.